„" k « . i « i .
obustronnej marynarce, sprawdził zawartość kieszeni upewniając się, że ma w nich wszystko, co potrzebne, zamknął kopułkę i zaczął wspinać się po stromym stoku wąwozu.
Po chwili znalazł się na skraju łąki. Piękna planeta, rzekł do siebie radośnie. Rozprostował kości, przez moment zauroczony swoją fantastyczną wizją otwartego nieba. Nagle jednak ujrzał poruszające się światła, skulił się w trawie, a jego własne niebo znowu się nad nim zamknęło.
Ale był to tylko pojazd naziemny i z pewnością nikt znajdujący się w środku nie zauważył go. Patrzył, jak się powoli przybliża, a potem mija go nie dalej jak o trzydzieści kroków. Dobrze droga — czyli to, co mu było potrzebne.
Starannie zapamiętał położenie i wygląd zbocza, na którym stał, a następnie jego skrajem ruszył w dół ku drodze. Z zadowoleniem dostrzegł kamień milowy u zwieńczenia kamiennego mostu, po którym droga przeprawiała się nad usłyszanym wcześniej potokiem. Nie będzie trudno odnaleźć to miejsce.
Wesoło pomaszerował drogą ku światłom miasta rysującego się niedaleko przed nim na tle pokrytych drzewami wzgórz. Nadal nie odpowiedział sobie na pytanie „dlaczego ja"; przez chwilę naprawdę żałował, że Rockhard nie może tu z nim być i brać udziału w tej przygodzie, albo nawet przeżyć jej samemu. No... skoro życzył sobie robić prezenty w postaci nielimitowanego kredytu za wykonanie tak przyjemnego zadania jak to, to tym gorzej dla niego.“(13)


dom w małocicach |Gry hazardowe |Paweł Stach