„Dary morza
szpitalnym kościółku, przytułku żeglarzy, jest portret kamienny o śmiałym wyrazie. Mówią, że to podobizna Pawła Beneke. Czyżby więc tutaj skończył najodważniejszy, najbogatszy, najsławniejszy z gdańskich żeglarzy Kapitan największego żaglowca, dowódca gdańskich kaprów, wierny poddany Kazimierza Jagiellończyka — w szpitalnym przytułku Może tylko chciano ulżyć chorym starcom legendą młodości, uosobioną wizją marynarskich przygód Dawno już nie ma ani szpitala, ani przytułku, a mały kościółek Sw. Jakuba przy Łagiewnikach na Starym Mieście tyle razy przebudowywano — był nawet siedzibą miejskiej biblioteki i lokalem rzemieślniczej izby, a dziś znów jest świątynią ojców Kapucynów — że trudno dowiedzieć się czegoś pewnego. Portret w każdym razie pozostał. A także korsarska epopeja, która w połowie należy do historii żeglugi, a w połowie do historii sztuki.
Był czas kiedy najszybszym, najzwinniejszym statkiem świata była karawela. Ktokolwiek spotkał czteromasztową piramidę białych żagli płynącą pod czarną korsarską banderą, wiedział, że to jego ostatnia godzina. Taką właśnie karawela dowodził Paweł Beneke. Co prawda nie był dzikim piratem, lecz szlachetnym kaprem, ale w niczym nie umniejszało to jego żeglarskich umiejętności. Znano go — kochano w portach, nienawidzono na morzu. Karawela zwała się ,Piotr z Gdańska" i była dumą miasta. Pochodziła z Francji i nawet nazywano ją najpierw „Pierre dc la Rochelle", ale potem jakimś trafem przejęli ją gdańszczanie i gruntownie przebudowali w warsztatach okrętowych na Lastadii i Brabanku nad Motławą. Dano jej maszty jak kościelne wieże, po sześćdziesiąt metrów, przepastne luki niemal bez dna, działa potężnego kalibru i trzystuosobowa załogę. W ogóle była pierwszym czteromasztowcem na północnych morzach. Zanim wypłynęła z, portu, dokonała rewolucji w stoczniach — zmieniła poglądy budowniczych okrętów, przyśpieszyła zmierzch trójmasztowców, rozpoczęła erę karaweli.“(15)


nieruchomości w Szczecinie |tekturowe opakowania producent |drzwi antywłamaniowe